Za początek świeckiej koszykówki należy uznać 1997r. W tym bowiem roku powstała sekcja koszykarska pod nazwą LZS Strażak Przechowo (Przechowo jest dzielnicą Świecia) oraz nastąpił debiut w rozgrywkach III ligi koszykówki mężczyzn. Skład został zbudowany w oparciu o graczy Chełmińskiego Klubu Koszykówki, uzupełnionymi zawodnikami ze Świeckiej Ligi Koszykówki. Na trenera został powołany Tadeusz Gzella. Jak się okazało, debiut okazał się całkiem udany, ponieważ drużyna zajęła V miejsce. Ówczesny skład oraz w ciągu kolejnych sezonów opierał się przede wszystkim na następujących zawodnikach:
A. Sondej
M. Poliwodziński
A. Struski
A. Rozmus
A. Głowala
P. Gasin
K. Grzechulski
P. Rosiński
T. Herman
S. Wiśniewski
S. Straszewski
A. Makowski
F. Cholewiński
T. Tracz
A. Iciek
Areną zmagań, w której nasz zespół podejmował drużyny przyjezdne stała się hala sportowa przy Szkole Podstawowej nr 8 (obecnie Gimnazjum nr 3). Były to warunki dość siermiężne (pojemność trybun to ok. 400 miejsc siedzących), ale na ówczesne wymogi niższych klas rozgrywkowych w zupełności wystarczające.
Klub z upływem lat radził sobie coraz lepiej, niejednokrotnie pokonując faworytów, czy też bardziej liczących się rywali. Należy również zaznaczyć, że praktycznie od początku wspierany był przez firmę „Polpak-Karton”, co jak się w przyszłości okaże, będzie miało dla dalszego rozwoju koszykówki w Świeciu niebagatelne znaczenie.
W dniach 16-18.06.2000r. odbyły się w Świeciu Igrzyska Olimpijskie Sydney 2000 dla całego województwa kujawsko-pomorskiego. W tej wysokiej rangi, jak na region, imprezie nie zabrakło również świeckiej drużyny koszykówki. Po komplecie zwycięstw w grupie, w finale drużyna LZS Strażak Przechowo „rozbiła” Szubiniankę Szubin 120:67 i sięgnęła po złoty medal. Perspektywy robiły się coraz lepsze.
Sierpień 2000r. okazał się przełomowy. W tym roku z inicjatywy Stefana Medeńskiego oraz Małgorzaty Smolarz, właścicieli firmy „Polpak-Karton” utworzony został Klub Sportowy Polpak Świecie. Pierwszym prezesem klubu został Stefan Medeński, a do zarządu została wybrana również Małgorzata Smolarz oraz Andrzej Głowala.
W tym samym roku drużyna Polpaku zadebiutowała w rozgrywkach centralnych na poziomie II ligi, zajmując w niej 8 miejsce. Kilkuletni rozwój przyniósł efekt i zespół zaczął coraz bardziej się liczyć w środowisku koszykarskim. Po paru sezonach w II lidze koszykarskiej, w 2003 roku klubowe władze postanowiły wykupić oferowaną przez Polski Związek Koszykówki „dziką kartę” na rozgrywki w I lidze. Dobra organizacja, zarządzanie oraz stabilny budżet przesądził o pozytywnej decyzji PZKosz. Szansę na grę oprócz świeckiego klubu dostały również finalista rozgrywek I ligi 2002/2003 – Basket Kwidzyn, Tytan Częstochowa oraz Viking Rumia.
Przed nadchodzącym debiutanckim sezonem na zapleczu ekstraligi, postawiono sobie za cel spokojne utrzymanie. Drużynę wzmocniono m.in. G. Skibą, K. Kalinowskim, P. Gierszewskim, P. Kamińskim, M. Kowalczykiem a także M. Grockim. Po ciężkim sezonie, cel udało się zrealizować – drużyna Polpaku zajęła 10 miejsce. Na marginesie należy dodać, ze w tym sezonie awans do ekstraligi uzyskały zespoły Turowa Zgorzelec oraz SKS Polpharma Starogard Gdański.
Sezon 2004/2005 to jedna z najpiękniejszych kart świeckiego sportu. Skład został przebudowany, trenerem został Aleksander Krutikow, który m.in. wprowadził wcześniej do pierwszej ligi Astorię Bydgoszcz. Na stanowisku II trenera pomagał mu Tadeusz Gzella. Nowi zawodnicy, którzy grali w świeckim klubie to przede wszystkim:
A. Gołąb
J. Kalinowski
M. Twierdziński
R. Morkowski
G. Ożóg
R. Małecki
P. Migała
Ł. Żytko
Z. Cywiński
Kibice i władze Polpaku Świecie nieśmiało mówili o awansie do ekstraligi, ale zapewne nikt nie przypuszczał, ze rozgrywki ułożą się tak znakomicie dla świeckiego klubu.
Po rundzie zasadniczej Polpak Świecie zajął 2 miejsce w tabeli, tym samym zajął bardzo dobrą pozycję przed meczami play-off.
W ćwierćfinałach trafił na zespół Stali Stalowa Wola, m.in. z doświadczonym R. Prawicą, która po rundzie zasadniczej zajęła 7 miejsce. Po dwóch zwycięstwach nad Stalą w sezonie zasadniczym (90-91 w S. Woli i 76-63 w Świeciu) nikt ze Świecian nie dopuszczał do siebie myśli, że można by tę rundę przegrać. Na szczęście nie było niespodzianki, choć gdyby gracze popularnej „Stalówki” utrzymali fenomenalną skuteczność z trzeciego meczu (wpadały „trójki” nawet z 9-10 metra!), kto wie jakby się to potoczyło.
I mecz, Świecie: 81-76
II mecz, Świecie: 97-82
III mecz, S. Wola: 80-69
IV mecz, Świecie: 109-89
Stan rywalizacji: 3:1 dla Polpaku.
W półfinale świecka drużyna zmierzyła się z zawsze groźnym i nieobliczalnym Sokołem Łańcut, który po sezonie zasadniczym zajął 3 miejsce, w ćwierćfinale eliminując zespół Zastalu Zielona Góra. Polpak po niezwykle emocjonujących meczach wygrał tę rywalizację 3.2, a tego, co działo się w trzecim meczu słowami nie da się oddać. W wypełnionej po brzegi małej hali sportowej emocje sięgały zenitu. Jeszcze po trzeciej kwarcie Sokół wygrywał 10 punktami, ale skuteczna pogoń i fenomenalna gra świeckich zawodników w IV kwarcie przesądziła o końcowym zwycięstwie.
I mecz, Świecie: 79-77
II mecz, Świecie: 69-79
III mecz, Łańcut: 62-71
IV mecz, Łańcut: 59-55
V mecz, Świecie: 72-67
Stan rywalizacji: 3:2 dla Polpaku.
Awans do ekstraligi koszykarskiej (Era Basket Ligi) stał się faktem! Po meczu odbyło się fetowanie zwycięstwa i awansu, jednak wszyscy mieli świadomość, że to jeszcze nie koniec sezonu. Został do rozegrania finał z „Czarodziejami z wydm” - Kotwicą Kołobrzeg.
Obie drużyny zapewniły już sobie awans do najwyższego szczebla rozgrywek, więc mecz miał raczej charakter prestiżowy. Nie było tego widać na boisku albowiem koszykarze obu drużyn nie odpuszczali i grali, jakby stawką był tytuł Mistrza Polski. Finał wygrali koszykarze Polpaku i to oni zdobyli Mistrzostwo koszykarskiej I ligi, tym samym pieczętując awans do elity.
I mecz, Kołobrzeg: 84-86
II mecz, Świecie: 80-80
Polpak Świecie Mistrzem I ligi koszykówki mężczyzn, sezon 2004/2005.
Wg. typowań portalu koszykarskiego polskikosz.pl, aż dwóch zawodników Polpaku zostało wyróżnionych i umieszczonych w najlepszej piątce sezonu. Byli to Przemysław Migała (najlepszy center sezonu) oraz Jarosław Kalinowski (uznany za najlepszego obrońcę sezonu).
Pierwszy sezon w Dominet Basket Lidze (ówczesna nazwa najwyższego szczebla rozgrywek) zaczął się nie bez kłopotów. By udźwignąć ciężar gry w ekstraklasie, wymagane były odpowiednio wysokie środki finansowe oraz zaplecze organizacyjne, przede wszystkim wymagana przez regulamin hala. O ile pieniądze udało się zebrać, o tyle w Świeciu i najbliższej okolicy nie było odpowiedniej areny zmagań. Rozważano grę w Toruniu, Bydgoszczy i Grudziądzu – ostatecznie zarząd klubu wybrał odległy o ok. 20 kilometrów Grudziądz i w hali sportowej na „Lotnisku”, po dostosowaniu m.in. poprzez zwiększenie pojemności, podejmował przyjezdne zespoły. Warto wspomnieć, że na fali sukcesu i popularności koszykówki w naszym mieście, rada miasta Świecie podjęła uchwałę o budowie hali widowiskowo-sportowej.
Zespół zmieniono całkowicie. Jedynym zawodnikiem z poprzednich sezonów był R. Morkowski. Drużyna rozpoczęła sezon w składzie:
R. Apodaca
K. Szubarga
Z. Jonusas
S. Thomas
D. Przybyszewski
R. Frank
R. Morkowski
P. Miś
A. Lepinaitis
P. Szcześniak
Celem na debiutancki sezon miało być spokojne utrzymanie. Tymczasem Polpak, niesiony ogłuszającym dopingiem Świecian i Grudziądzan grał znakomicie odnosząc w sześciu meczach zwycięstwa (w tym z Anwilem Włocławek na wyjeździe) i dopiero w siódmej kolejce przegrał na wyjeździe (86-64) z Mistrzem Polski – Prokomem Treflem Sopot. Z biegiem sezonu po rewelacyjnej grze kibice nieśmiało zaczęli wspominać i marzyć o wejściu do fazy play-off, a tam zdarzyć się mogło wszystko. Ostatecznie po rozegraniu rundy zasadniczej Polpak Świecie uplasował się na znakomitym, trzecim miejscu, z bilansem 16-10.
Należy również wspomnieć, że za organizację oraz wyniki świecka drużyna została wybrana na organizatora „Final Eight Pucharu Polski 2005/2006” (17-19.02.2006r.). Polpak po rozegraniu szeregu zwycięskich meczów, w ćwierćfinale pokonał Turów Zgorzelec (75-73), by w półfinale ulec późniejszemu zdobywcy Pucharu Polski - Prokomowi Trefl Sopot (83-60), który pokonał w finale Polpharmę Starogard Gdański (77-64).
W ćwierćfinale Polpak zmierzył się z szóstą drużyną po rundzie zasadniczej – Stalą Ostrów Wielkopolski, w stosunku 3-0.
I mecz, Grudziądz: 76-63
II mecz, Grudziądz: 95-63
III mecz, Ostrów Wlkp.: 78-85
Stan rywalizacji: 3.0 dla Polpaku.
W półfinale czekał już Anwil Włocławek, który wygrał rywalizację z Turowem Zgorzelec. Niestety, Polpak grając bez swoich podstawowych czterech kontuzjowanych zawodników nie sprostał Anwilowi, który pokonał świecki zespół 3-0.
I mecz, Włocławek: 86-58
II mecz, Włocławek: 78-61
III mecz, Grudziądz: 71-87
Stan rywalizacji: 3.0 dla Anwilu.
W meczu o brązowy medal i trzecie miejsce Polpak zmierzył się z Czarnymi Słupsk, trenowanymi przez byłą gwiazdę Anwilu (Nobilesu) Igora Griszczuka. Niestety wyczerpana sezonem i kontuzjami drużyna uległa dwa razy słupskiej drużynie i ostatecznie zajęła czwarte miejsce.
I mecz, Grudziądz: 60-68
II mecz, Słupsk: 79-71
Stan rywalizacji: 2.0 dla Czarnych.
Pierwszy sezon w mistrzowskich rozgrywkach przerósł najśmielsze oczekiwania kibiców, lecz nie da się ukryć, że pozostawił niedosyt. Medal był tak blisko. U podstaw tego stanu rzeczy leżały przede wszystkim pechowe kontuzje trzonu zespołu wtedy, kiedy wszystko miało się rozstrzygnąć. Nie należy także zapominać o fanaberiach najlepszego strzelca i zawodnika – Ricka Apodaki, który dalszą grę w naszym zespole uzależnił od solidnej podwyżki.
Prasa sportowa okrzyknęła świecką drużynę rewelacją rozgrywek. Zespół pokazał, że należy się z nim liczyć i jest w stanie pokonać najlepszych. To także jeden z najlepszych debiutanckich sezonów w historii Polskiej Ligi Koszykówki.
Zawodnicy Polpaku zdominowali plebiscyty na najlepszych zawodników w poszczególnych kategoriach. Gazeta Wyborcza rozpływała się w zachwytach nad ich grą i wybrała:
Najlepszy zawodnik ligi (MVP): Rick Apodaca (Polpak)
Najlepszy trener ligi: Aleksander Krutikow (Polpak)
Najkorzystniejsza przemiana i postęp: Krzysztof Szubarga (Polpak)
Oprócz kategorii zaszczytnych, były również bardziej egzotyczne, ale również warto o nich wspomnieć:
Najrzadziej podający: Piotr Miś (Polpak)
Najbardziej przyziemiony: Zygimantas Jonusas (Polpak)
Oczywiście należy pamiętać, że praktycznie na każdej pozycji w nominacjach na najlepszych graczy w poszczególnych kategoriach, któryś ze świeckich koszykarzy był w pierwszej trójce, tak jak charyzmatyczny Steve Thomas wybrany na drugiego najlepszego obrońcę ligi.
B. „Solidni rzemieślnicy” (sezon 2006/2007)
Sukces z zeszłego sezonu, który tylko wskutek nieszczęśliwych wypadków nie zakończył się medalem, rozbudził nadzieje kibiców i działaczy. Z lekceważonego „kopciuszka”, świecki zespół urósł do rangi drużyny, z którą należy się liczyć i która jest w stanie wygrać z każdym. Dlatego celem miało być miejsce na podium, a minimum awans do play-off.
Zespół zmienił się diametralnie – z poprzedniego składu pozostał tylko młody Karol Dębski, a nowi zakontraktowani zawodnicy, o których warto napisać to: H.Hall, R. Skibniewski, D.Moss, K.Hamilton, M.Sroka, H.Frier, J.Bucknor oraz H. Nana. Trenerem pozostał A.Krutikow. Niestety, od początku sezon ten nie układał się najlepiej.
Drużyna przegrywała często, w złym stylu i atmosfera wokół klubu nie była najlepsza. Zawodnikom kibice zarzucali brak zaangażowania, chęci do gry, a trener Krutikow nie mógł nad tym wszystkim zapanować. To, co tak dobrze funkcjonowało w zeszłym sezonie nie zdawało egzaminu. Wszystkie powyższe czynniki i pięć kolejnych porażek z rzędu spowodowały dymisję trenera. Zastąpił go w grudniu K.Flevarakis – szkoleniowiec z Grecji, mający renomę w Europie, wcześniej trenujący m.in. euroligowy PAOK Saloniki i reprezentację Szwecji.
Nastąpiła poprawa – praca Greka zaczęła przynosić efekty i gra zmieniła się diametralnie. Stała się bardziej poukładana, skuteczna, a przede wszystkim zespołowa. K.Flevarakis osiągnął cel minimum – drużyna zajęła 6 miejsce po rundzie zasadniczej, co dało nadzieję na korzystny układ w I rundzie play-off.
Polpak zmierzył się w niej ze Śląskiem Wrocław, trenowanym przez A.Urlepa. Kibice zdawali sobie sprawę, że o zwycięstwo w tej parze będzie ciężko, ale chyba nikt nie dopuszczał do siebie myśli, że koniec rywalizacji nastąpi tak szybko. Na domiar złego kontuzje i choroby uderzyły w H.Nanę oraz rozgrywającego R.Skibniewskiego, co diametralnie zmieniło sytuację.
Po dwóch porażkach we Wrocławiu (69-66, 73-64) przyszedł czas na mecze w Grudziądzu. Wypełniona po brzegi hala, pełne wsparcie trybun, atmosfera koszykarskiego święta podziałała mobilizująco na Polpak. Taką drużynę świeccy kibice chcieliby widzieć przez cały mijający sezon. Walka trwała do samego końca. Niestety, to m.in. przez decyzje sędziów mecz ten został przegrany. Rozgrywający gości D.Oliver w ostatniej sekundzie oddał rzut, zapewniający gościom zwycięstwo w meczu i koniec marzeń Polpaku o dalszej grze.
I mecz, Wrocław: 69-66
II mecz, Wrocław: 73-64
III mecz, Grudziądz: 77-75
Stan rywalizacji: 3.0 dla Śląska.
Nie da się nie zauważyć stronniczego sędziowania na korzyść rywala, co zdenerwowało Prezesa Polpaku na tyle, że zaczął rozważać dalsze finansowanie koszykówki. Kibice byli wściekli na sędziów, a cały sezon na pewno rozczarował. Szczególnie pierwsza część rundy zasadniczej była słaba. Cel minimum został osiągnięty, ale wszyscy spodziewali się więcej. Patrzyli jednak z optymizmem w przyszłość, bo w nadchodzącym sezonie wiele się miało zmienić – budowa nowej hali dobiegła końca.
C. Miłe złego początki (sezon 2007/2008)
Sezon ten miał być przełomowy. Najwyższy w historii klubowy budżet, wszechstronni zawodnicy, piękna hala – wszystko to miało zagwarantować sukces. Cel się nie zmienił – walka o Mistrzostwo Polski, a co najmniej medal. K. Flevarakis nie przedłużył kontraktu; nowym trenerem został Serb M. Uvalin, młody stażem, ale mający już sukcesy jak m.in. Mistrzostwo Belgii z Telindusem Ostenda. Zawodnicy zakontraktowani na ten sezon zostali dobrani starannie, a pomagał w tej materii znany w polskim światku koszykarskim skaut „Stinger”. Z zawodników grających pierwsze skrzypce należy wymienić przede wszystkim: B.Dixona, E.Hicksa, N.Lepojevica, M.Brkica, P.Kikowskiego, V.Ticę, Ch.Garnera. Oczekiwania były wielkie.
Na otwarcie hali, jeszcze przed sezonem, przyjechał zespół Polonii Warszawa. Wtedy też nastąpiła prezentacja nowej drużyny wraz ze sztabem szkoleniowym. Sam mecz nie był porywającym widowiskiem, choć Polpak go wygrał. Większą sensację wzbudziło zamieszanie przedmeczowe, kiedy goście chcieli go nagrać. Trener Uvalin zagroził, że nie wyprowadzi drużyny na parkiet, dlatego goście byli zmuszeni usunąć aparaturę nagrywającą.
W pierwszym meczu Polpak pokonał we Wrocławiu faworyzowany Śląsk Wrocław (70-83). Drużyna zagrała świetnie i świeccy kibice nie mogli się doczekać pierwszego meczu „u siebie”. Rywalem był Basket Kwidzyn. Bilety zostały wykupione już na tydzień przed meczem i wszyscy spodziewali się, że Polpak zdemoluje rywala. Tak się jednak nie stało – wskutek przede wszystkim dużej nieskuteczności mecz został przegrany (80-83). Porażkę drużyna „odpokutowała” rozbijając (79-68) naszpikowany gwiazdami Prokom Trefl Sopot (w składzie m.in. M.Gurovic, T. van den Spiegel, T.Best, D.Slanina).
Dalsza część sezonu przebiegła w myśl zasady „raz na wozie, raz pod wozem”, ale nie da się ukryć, że nie tak miało to wyglądać. Drużynie zdarzały się kompromitujące wpadki i przegrane w złym stylu, co odbijało się na nastrojach zarówno sportowców, jak i środowiska kibiców. Nerwowe usposobienie trenera, skłonność do konfliktów, powszechne zaszczucie i wypalenie sprawiało, że praktycznie cały czas ciążyło nad nim widmo dymisji.
Także sprawy około klubowe, w szczególności atmosfera na meczach pozostawiała wiele do życzenia. Świecka publiczność słabo wspierała drużynę, zachowując się na meczach całkowicie biernie i gdyby nie starania Klubu Kibica dopingu wcale by nie było.
Sezon zasadniczy Polpak zakończył, podobnie jak w zeszłym sezonie, na 6 miejscu w tabeli. Nie było to dobre miejsce jak na ambicje przedsezonowe – miejsce w pierwszej czwórce gwarantowało udział w finałowym turnieju o Puchar Polski, jak i pozwalało uniknąc fazy pre-playoff.
W fazie pre-playoff Polpak Świecie zmierzył się z 12 w tabeli Energą Czarnymi Słupsk. Był to jeden z najgorszych meczów sezonu w wykonaniu świeckiego zespołu – przegrana w fatalnym stylu (74-80), który jak na standardy ekstraligowe oglądała garstka widzów (ok. 600 osób). Drużyna Czarnych buńczucznie zapowiadała, że w rewanżu rozbije Świecian i zrekompensuje sobie w ten sposób fatalny sezon. Fani wierzyli jednak do końca i licznie zjawili się w słupskiej hali Gryfia. Przecierali oczy ze zdumienia – tak zmobilizowanych świeckich graczy nie oglądali od dawna. Polpak wygrał ten mecz w pięknym stylu (58-64), uciszając zawsze głośną i rozśpiewaną halę. Zwycięstwo było nie do przecenienia. Mecz ten był przełomem, zarówno w kibicowaniu, jak i grze, podejściu całego zespołu.
Na trzeci mecz mecz w Świeciu nastąpiła pełna mobilizacja fanów obu drużyn. Wszyscy zdawali sobie sprawę, że dla przegranego będzie to przedwczesny koniec sezonu. Na początku meczu Polpak osiągnął duża przewagę i nie oddał jej do końca (74-57). Obecni w hali oszaleli ze szczęścia i radości nie było końca. Należy wspomnieć o doskonałej atmosferze w hali – jeszcze nigdy w świeckiej hali przy ul. Sienkiewicza nie było takiego wsparcia jak wtedy. Ten mecz zapoczątkował nową jakość dopingu.
I mecz, Świecie: 74-80
II mecz, Słupsk: 58-64
III mecz, Świecie: 74-57
Stan rywalizacji: 2.1 dla Polpaku.
W ćwierćfinale czekały już kolejny przeciwnik – Anwil Włocławek. Jak ważne i prestiżowe były mecze pomiędzy tymi klubami, nikogo przekonywać nie trzeba. Można pokusić się o stwierdzenie, że to mniejszy format „świętej wojny”, jaką były mecze Śląska z Anwilem (Nobilesem).
Pierwszy mecz bardzo zacięty i wyrównany, niestety po rzucie w ost. sekundzie przez Ł.Koszarka, Polpak przegrał (75-74). Drugi mecz również przegrany (74-56) i to dość wyraźnie, ale po przeniesieniu rywalizacji do Świecia wszystko mogło się odwrócić. I tak było – po emocjonujących meczach Świecianie pokonali Anwil (78-72 i 75-73), wyrównując stan rywalizacji stan rywalizacji na 2-2. We Włocławku Polpak wzniósł się na wyżyny swoich możliwości i rozbił Anwil (66-82), uciszając Włocławiaków. Należy wspomnieć o fenomenalnym rzucie Ch.Garnera z połowy boiska pod koniec pierwszej połowy oraz licznym wsparciu świeckiej publiczności – ponad 200 osób na wyjeździe robi wrażenie.
Adobe Flash Player not installed or older than 9.0.115!
Adobe Flash Player not installed or older than 9.0.115!
I mecz, Włocławek: 75-74
II mecz, Włocławek: 74-56
III mecz, Świecie: 78-72
IV mecz, Świecie: 75-73
V mecz, Włocławek: 66-82
Stan rywalizacji: 3.2 dla Polpaku.
Zwycięstwo „o uznanie na Kujawach” świętowano do późnych godzin nocnych, a kiedy autokar z wracającymi z Włocławka zawodnikami podjechał pod halę, czekały tam tłumy kibiców i dziennikarzy.
W półfinale Polpak trafił na przeciwnika najmocniejszego z możliwych – Prokom Trefl Sopot. Gazety i dziennikarze pisali o starciu Dawida z Goliatem. Ale skazywana na pożarcie świecka drużyna walczyła dzielnie i niewiele brakowało by wygrała całą rywalizację z ligowym potentatem. Niestety, kolejny raz dało znać o sobie stronnicze sędziowanie.
Rywalizacja toczyła się do czterech zwycięstw. W pierwszym meczu w Sopocie Polpak przegrał dość znacznie (88-66), ale w drugim meczu dzięki przede wszystkim rewelacyjnym rzutom za trzy punkty N.Lepojevica i znakomitemu kreowaniu gry przez B.Dixona wygrał (81-92). Kolejny mecz Polpak kolejno u siebie przegrał (69-73) i wygrał (90-81). Piąty mecz został przegrany (88-67) po skandalicznym, stronniczym sędziowaniu. Doszło do sytuacji, w której prezes Polpaku S.Medeński na znak protestu opuścił trybuny.
Świecianie pałali chęcią rewanżu i w ciepły majowy wieczór zmierzyli się z Prokomem „u siebie”. Mecz był efektowny i do końca trzymał w napięciu. Prokom od początku kontrolował grę i wydawało się, że Polpak już nie jest w stanie dogonić wyniku. Stało się inaczej. Dzięki fenomenalnej grze pod koniec trzeciej i w czwartej kwarcie, Polpak wyrównał stan meczu i doprowadził do dogrywki. Mecz mógł jeszcze rozstrzygnąć na korzyść Świecian Ch.Garner, ale nie trafił do kosza po swojej indywidualnej akcji.
Po raz kolejny jednak błąd sędziów wypaczył wynik meczu. Na 6 sekund przed końcem F.Dylewicz po podaniu M.Shakura zdobył punkty na wagę zwycięstwa (94-96). Shakur stał całą stopą poza polem gry i wygarnął autową piłkę, a sędziowie tego nie odgwizdali. Tym samym przez pomyłkę (?) z awansu cieszył się Prokom, a kto wie, jakby wszystko wyglądało, gdyby sędziowie się nie pomylili. Klub wysłał oficjalny protest, jednak PLK go nie uwzględniła.
I mecz, Sopot: 88-66
II mecz, Sopot: 81-92
III mecz, Świecie: 69-73
IV mecz, Świecie: 90-81
V mecz, Sopot: 88-67
VI mecz, Świecie: 94-96
Stan rywalizacji: 4.2 dla Prokomu.
Pozostała walka o brązowy medal ze Śląskiem Wrocław. Pierwszy mecz we Wrocławiu Polpak przegrał (91-81), drugi w Świeciu wygrał (82-80), ale ostatecznie to Wrocławianie cieszyli się z trzeciego miejsca, wygrywając w trzecim meczu (87-67).
Należy zaznaczyć, że E.Hicks został wybrany najlepszym zawodnikiem Meczu Gwiazd, oraz wraz z B.Dixonem został wybrany do pierwszej piątki PLK wg. serwisu koszykarskiego polskikosz.pl. Na pięciu najlepszych zawodników ligi aż dwóch było z Polpaku.
Sezon niewątpliwie udany i choć medalu nie było, drużyna pokazała wielką wolę walki i duże umiejętności gry. Sprawiła wiele niespodzianek, a w pamięci kibiców zapisała się przede wszystkim gra i poświęcenie w fazie po rundzie zasadniczej. Władze klubu na spotkaniu posezonowym z kibicami obiecywały jeszcze lepszą grę i miejsce. Klub zgłoszono do rozgrywek o Puchar FIBA i szybko rozpoczęto budowę nowego składu. Trenerem miał być ponownie K.Flevarakis, kontrakty dalej mieli najbardziej utalentowany koszykarsko młody Polak – P.Kikowski oraz rozgrywający Ch.Garner. Niestety, jak grom z jasnego Nieba w kibiców uderzyła wieść, że klub nie przystąpi do ekstraligowego sezonu 2008/2009. Powodów było dużo, jednak głównym motywem wycofania się sponsora tytularnego były rosnące koszty utrzymania drużyny, brak możliwości pozyskania innych hojnych sponsorów, jak również całkowita ignorancja i tragiczne decyzje władz ligi.
Brak sponsora tytularnego dla ligi, nieunormowana sprawa z transmisjami telewizyjnymi, słaby marketing to główne zarzuty, które można przypisać władzom PLK. Jest to jednak „kropla w morzu” i dyskusje na temat problemów i złego zarządzania ligą trwają do dnia dzisiejszego.
Dla świata koszykarskiego, a przede wszystkim kibiców Polpaku najistotniejszą sprawą jest jednak to, że pewien etap w rozwoju klubu się zakończył. Pojawiła się groźba, że koszykówka w wydaniu seniorskim zniknie ze Świecia.
Adobe Flash Player not installed or older than 9.0.115!
Na szczęście tak się nie stało. Dzięki A. Sondejowi, wieloletniemu zawodnikowi, a potem również kierownikowi drużyny oraz wsparciu miasta tradycje koszykarskie dalej są kontynuowane i prężnie się rozwijają. Powołany został Klub Koszykówki Świecie, który obok dotychczasowych drużyn młodzieżowych Polpaku (zmiana nazwy na KK Świecie), wystawił również drużynę seniorską do rozgrywek III ligi, będący bezpośrednim spadkobiercą Polpaku.
W pierwszym sezonie działalności zespół oparto w dużej części na młodych zawodnikach, wspartych doświadczonymi, grającymi wcześniej w Polpaku, takimi jak T.Herman, A.Głowala, czy M.Grocki. Trenerem został doskonale znany fanom koszykówki, również były zawodnik – A.Struski.
Historia zatoczyła koło i budowa klubu zaczęła się praktycznie od nowa. Cel, jak na warunki w których przyszło grać i tworzeniu drużyny „ad hoc” był ambitny. Rozgrywki miały zakończyć się awansem do II ligi – rozgrywek centralnych. Jak wielka jest popularność tej dyscypliny sportu w naszym mieście pokazała już prezentacja drużyny i sparing z Sokołem Pakość. W hali stawiło się ponad 600 kibiców spragnionych sportowego widowiska.
Drużyna grała jednak „w kratkę”. U siebie wygrywała wszystko, na wyjazdach wcale, a na domiar złego jak już przyszło wyjazdowe zwycięstwo nad Słowakiem Kruszwica, to KK Świecie ukarano walkowerem z powodu gry nieuprawnionego zawodnika.
Po rozegraniu rundy zasadniczej KK uplasował się na 4 miejscu w tabeli, co oznaczało, że w I rundzie play-off spotka się z głównym faworytem rozgrywek – Domino Inowrocław, trenowanym przez doświadczonego, byłego gracza Nobilesu Włocławek i Noteci Inowrocław, S.Żełudoka. W pierwszym meczu KK wygrał jednym punktem (66-65), a jako że w ogólnym rozrachunku liczyła się liczba punktów, nie nastrajało to optymistycznie przed rewanżem. Świecianie zagrali jednak koncertowo i ten mecz wygrali wyraźnie (54-70).
I mecz, Świecie: 65-65
II mecz, Inowrocław: 54-70
Stan rywalizacji: 2.0 dla KK Świecie.
Awans do rozgrywek strefowych stał się faktem. Został do rozegrania mecz o Mistrzostwo III ligi z Duetem Włocławek. W pierwszym meczu w Świeciu katastrofalna pierwsza kwarta sprawiła, że Duet uciekł świeckiej drużynie i nie udało się go punktowo dogonić. Mecz został przegrany na własne życzenie (77-81). W rewanżu Duet został rozbity (68-86) – Klub Koszykówki Świecie wygrał cały dwumecz i został Mistrzem III ligi.
I mecz, Świecie: 77-81
II mecz, Włocławek: 68-86
KK Świecie Mistrzem III ligi koszykówki mężczyzn, sezon 2008/2009.
Dalszą częścią gier o awans do II ligi był turniej w Skierniewicach – wzięły w nim udział drużyny: Ósemki Skierniewice (Mistrz III ligi łódzkiej), Basketu Łódź (Wicemistrz), Duetu Włocławek oraz KK Świecie. Do dalszej fazy gier awans miały uzyskać dwa zespoły z pierwszych dwóch miejsc.
W pierwszym meczu planowa wygrana z Duetem (72-55), jednak później nastąpiła katastrofa. Basket Łódź pokonał KK Świecie (80-92), a Ósemka Skierniewice dobiła świecki zespół (87-68) i marzenia o awansie trzeba było odłożyć na przyszły sezon. Ostatecznie KK Świecie zajął 3 miejsce w turnieju strefowym.
Awans był tak blisko, ale mimo wszystko Mistrzostwo III ligi, jak i osiągnięcie awansu do turnieju strefowego, należy uznać za sukces. Trzeba mieć na uwadze, że drużyna była tworzona „naprędce” i do rozgrywek przystąpiła praktycznie „z marszu”. Także cała struktura organizacyjna klubu powstawała na nowo. KK Świecie stało się godnym spadkobiercą swojego wielkiego poprzednika, z którym należy się liczyć; klubem z przyszłością i środowiskiem wiernych kibiców.
„Nie dopuszczamy do siebie widma braku awansu” (sezon 2009/2010)
Te słowa wśród kibiców i zawodników powtarzają się od początku nowego sezonu. Wcześniejsza budowa drużyny, doświadczenie z ubiegłego sezonu oraz porządek logistyczny i organizacyjny ma zagwarantować sukces. Szczebel rozgrywek wyżej jest celem na ten sezon dla KK Świecie. Gra jest regularna i powtarzalna, praktycznie od początku rozgrywek nowego sezonu świecka drużyna okupuje pierwsze miejsce w tabeli. Czy sezon ten zakończy się osiągnięciem upragnionego celu, czas pokaże.